Nie oceniaj – karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym

wpis w: Artykuły | 7

Niewątpliwie każda matka chce dla swojego dziecka wszystko, co najlepsze. Przynajmniej każda ta świadoma swojego macierzyństwa. Zdarzają się jednak sytuacje, że choćby chciała, nie zawsze dane jest jej zrobić to, co najlepsze dla dziecka, także w kwestii karmienia. Dlatego dzisiaj opowiem o mojej historii i dylemacie: karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym.

karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym

 

Każde dziecko jest inne i z każdym kolejnym dzieckiem zmienia się nasze macierzyństwo. Najczęściej przy kolejnym dziecku pojawiają się inne problemy, niż przy pierwszym, a czasem nawet zdarza się, że akurat nie pojawiają się, bo to pierwsze było bardziej wymagające. Nie jesteśmy tego w stanie przewidzieć, dlatego, jeśli nie przeżyjemy czegoś na własnej skórze, będziemy surowo oceniać innych, którzy w naszym mniemaniu postępują źle. Apeluję dzisiaj jednak: nie oceniaj! Nie oceniaj matko/kobieto/babko, bo najczęściej nie wiesz, przez co przechodzi oceniana mama i co skłoniło ją do tego, że postępuje tak, a nie inaczej. Może ten tekst rozjaśni trochę, co taka mama może przeżywać. Oto moja historia dotycząca karmienia moich córek.

Będąc w pierwszej ciąży było dla mnie więcej niż oczywiste to, że będę karmić piersią. Nie wyobrażałam zresztą sobie innej sytuacji. Wiedziałam, że jest mleko modyfikowane, że kobiety dają je swoim dzieciom, ale nie zastanawiałam się zbytnio, jakie są tego przyczyny. Wiedziałam o przyczynie podstawowej: braku pokarmu, o którym moja mama mówiła, bo rodziła w czasach, w których preferowano karmienie mlekiem w proszku. I my z siostrą również byłyśmy na mieszance.
Wydawało mi się, że moje macierzyństwo jest bardziej świadome, niż mojej mamy – tyle można się dzisiaj dowiedzieć, poczytać, porównać, porozmawiać z innymi i wybrać, które rozwiązanie najbardziej nam odpowiada. Nie uwzględniłam jednak, że wiedza wiedzą, a natura i tak robi, co chce.

karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym

Tak się złożyło, że poród mojej pierwszej córki był wywoływany, ale wszystko skończyło się dobrze. Prawie wszystko. Po pierwsze: dość mocno się po porodzie wykrwawiłam i byłam pierwszej nocy osłabiona, po drugie (co wydaje mi się konsekwencją wywoływania porodu oraz nadmiernego krwawienia): nie miałam pokarmu. I moja pewność i dobre samopoczucie świeżo upieczonej mamy rozpadły się na kawałki. Uratowało mnie co innego: przez te trzy dni pobytu w szpitalu musiałam chodzić po buteleczki dla córki, które akurat znajdowały się w sali, gdzie leżały noworodki w inkubatorach. Same, podłączone do kroplówek, malutkie istoty, którym nie dane było być blisko ze swoimi mamami. I dopiero wtedy poukładałam sobie na nowo to moje troszkę kulawe (jak uważałam wtedy) macierzyństwo – ok, nie karmię piersią, ale mam zdrowe dziecko, które za chwilę wezmę do domu i które będzie ze mną cały czas. Dopiero konfrontacja z o wiele trudniejszą sytuacją, w jakiej znalazły się inne mamy, a która na szczęście mnie ominęła, pozwoliła na przewartościowanie tego, co najważniejsze. Do domu wróciłam spokojna.
Po powrocie jednak zdarzyło się coś jeszcze. Mała mocno marudziła, a my, młodzi rodzice, nie do końca wiedzieliśmy, co zrobić. Była nakarmiona, z suchą pieluszką. Coś mnie tknęło i położyłam się z nią i trochę irracjonalnie przystawiłam do piersi, chociaż w szpitalu pokarmu nie miałam. Ku mojemu zdziwieniu, mała zaczęła pić – pokarm się pojawił! Był pewnie konsekwencją hormonów, odpoczynku i odpowiedniego nawodnienia, a także powrotu do domu. Natura miała swój plan i go zrealizowała. Karmiłam pierwszą córkę półtora roku.

karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym

Kiedy pojawiła się druga córka, starsza miała prawie 3 lata. Nauczona doświadczeniem, wiedziałam, że muszę dopilnować pewnych rzeczy, by już bez stresu karmić małą od początku. Czyli piłam dużo po porodzie i na szczęście drugi poród nie był wywoływany, tylko przebiegał naturalnie. Co prawda znów zbyt dużo krwi mi ubyło, ale na szczęście pokarm pojawił się od razu. Nie przewidziałam jednak, że moje dziecko będzie bardzo głodne i mleko z piersi mu nie wystarczy – znów musiałam dokarmiać mieszanką. Ale nie poddawałam się. Po wyjściu ze szpitala nie korzystałam już z mleka modyfikowanego – laktacja się rozkręciła. Niestety, do czasu.
Tego nie mogłam przewidzieć – moja dotąd spokojna i nieśmiała pierworodna córka, po 2 tygodniach, kiedy już zostałam z obiema sama w domu, zaczęła się zachowywać agresywnie w stosunku do siostry. Pierwsze zafascynowanie, kiedy cieszyła się, że pojawiła się “dzidzia”, minęło i nadszedł czas buntu. Odbijało się to na nas wszystkich: ona była zła i biła małą po głowie podczas karmienia, ja się wciąż denerwowałam, przez co wiem, że miałam mniej pokarmu, a i to, że byłam z nimi sama i dopiero na końcu dbałam o siebie sprawiło, że tego pokarmu faktycznie ubywało. A młodsza domagała się wciąż i wciąż, a jak nie mogła pić, to również płakała, czym denerwowała starszą. I tak koło się zamykało.

karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym

Długo nie wytrzymałam tego – psychicznie i fizycznie. Kiedy mała skończyła miesiąc, dylemat: karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym miał tylko jedno rozwiązanie. Znów po wielu łzach musiałam przewartościować wszystko. Nie miałam wyboru. Więc proszę, nie oceniaj, jeśli kobieta nie karmi piersią. Nie zawsze się da i nie chodzi mi tylko o uwarunkowania fizyczne. Psychika jest równie ważna, jeśli nawet nie najważniejsza.

Życzę każdej młodej mamie, by nie musiała wybierać: karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym. Bo za każdym takim wyborem najczęściej stoi sytuacja bez wyjścia. A jeśli byłaś zmuszona wybrać sztuczną mieszankę – nie jesteś sama. Nie czuj się gorsza, bo twoje macierzyństwo to nie tylko kwestia karmienia dziecka. Pamiętaj: najważniejsze, że masz dziecko. I oby ten wybór był jedynym tak poważnym w całym twoim rodzicielstwie, czego życzę tobie i samej sobie.

  • Wg mnie najważniejsze jest by żyć w zgodzie ze sobą i nie zadręczać się, że “nie jestem dobrą matką, bo nie karmię piersią”. Nie, to nie tak. Mamy w tej chwili masę nacisków dookoła na naturalne karmienie. Owszem, jest to piękne, ale nie za wszelką cenę. Karmienie mlekiem modyfikowanym też można zamienić w piękny rytuał. A hasło “szczęśliwa mama – szczęśliwe dziecko” wcale nie jest takim banałem!

    Pozdrawiam,
    K.
    http://www.wariacjeniezawszenatemat.pl

    • Tak, masz rację. Ja długo się zadręczałam, ale chciałam napisać innym mamom, że nie są same i nie tylko one przechodzą takie chwile. I że nie są wcale gorsze!

  • To prawda – są różne historie, nie nam oceniać, nie znamy wszystkich niuansów…niemniej jednak mam wrażenie, że niektórzy zbyt szybko rezygnują z karmienia piersią…

    • Być może niektóre kobiety od razu zakładają, że będą karmić sztuczną mieszanką. Ale wiem, że nie można nikogo na siłę przekonywać, bo to może niestety skutkować później jakimiś tragediami, np. odrzuceniem dziecka przez matkę. Mnie życie nauczyło, że nie mam prawa oceniać, bo nigdy nie jesteśmy w czyjejś skórze i nie wiemy, jak ten ktoś się czuje.

  • Masz rację . Czasem zdarza się tak, że nie możemy karmić naturalnie ( z różnych przyczyn). U mnie też nie potoczyło się to najlepiej. Ciężko mi było to zaakceptować, ale w końcu dotarło do mnie, że przecież moje dziecko jest zdrowe , nic się nie dzieje. Znam również kobiety, które nie chcą karmić naturalnie. I to również jest dla mnie ok- bo to ich wybór. Również jestem daleka od oceniania. To wybór każdej kobiety, podyktowany jej sytuacją, jej odczuciami , opinia, poglądami w tym temacie. I nie ma co obwiniać siebie ani oceniać inne Mamy 🙂

    • Niestety, czasem życie podąża swoim nurtem, a nasze pragnienia nie zawsze mogą się spełnić. A kobiety wciąż są oceniane przez wszystkich, a matki już szczególnie – i to jest chyba w macierzyństwie najtrudniejsze. Ważne, by wyzwolić się z tego poczucia, że ja muszę być idealna. No i przestać się przejmować, że ktoś źle nas ocenia, bo inaczej ciężko będzie nam żyć.

      • Masz rację. A jeszcze jest też, to że bycia Mamą też trzeba się nauczyć. To zupełnie nowa sytuacja, nowe emocje. Dodatkowo trzeba poznać Małego Człowieka, a każdy jest jedyny w swoim rodzaju. Najważniejsze to wrzucić czasem na luz , słuchac innych (oczywiście) , ale działać w zgodzie ze sobą 🙂