Mamo, nie kupuj mi wszystkiego!

wpis w: Artykuły, Porady | 6

Żyjemy w czasach, w których wszystkiego mamy pod dostatkiem – ograniczać nas może tylko zasobność portfela. A kiedy pojawiają się dzieci, tym bardziej chcemy dla nich wszystko, co tylko najlepsze i często tak naprawdę się w tym gubimy. Co jest ważne? Co trzeba mieć, a co ma znaczenie drugorzędne? I kupujemy – bo usłyszeliśmy, że to jest niezbędne dla małego dziecka, bo znajoma miała i chwaliła, bo jest piękne i nam się podoba…

Rzeczy mnożą się i mnożą, ale zaczyna brakować miejsca. Owszem, są używane, ale czasem nie tak często, jak myśleliśmy i właściwie można by było się bez nich obejść. Jak sobie poradzić z tym zalewem informacji: co, kiedy i po co kupować?

 

nie kupuj wszystkiego

 

Jeśli przygotowujesz się do narodzin dziecka, to najczęściej szukasz informacji, co jest potrzebne. Nie zawsze bowiem zdarza się, że masz kogoś bliskiego, kto ma takie doświadczenie za sobą. Jeśli czytasz w Internecie, co jest niezbędne albo słyszysz od znajomej, pamiętaj jedno – każde dziecko jest inne i każda rodzina jest inna. Nie wszystkie rozwiązania muszą się sprawdzić u Ciebie, tak jak u innych nie pomogą te, które sprawdziły się w Twojej rodzinie. Daj sobie czas i pozwól sobie na popełnianie błędów – bo ich się nie ustrzeżesz. Czytaj, porównuj, ale nigdy nie bierz wszystkiego dosłownie. Poszukaj alternatyw, które może na tyle Ci się spodobają, że zaczniesz inaczej patrzeć na dziecko, jego otoczenie, sposób wychowywania i opieki.
Ja pewnych rzeczy żałuję, choć wiem, że czasu nie cofnę. Żałuję, że nie wiedziałam o istnieniu wielu metod już od początku ciąży. Z perspektywy wiem, że wiele by mi uprościły i pomogły. Wiele rzeczy robiłam instynktownie i się sprawdziły, bo za instynktem warto podążać. Najlepiej jednak poprzeć jeszcze instynkt podstawą racjonalną, doczytać, doszukać.
Żałuję na przykład, że nie wiedziałam o metodzie Marii Montessori pięć lat temu. Uniknęłabym wielu niepotrzebnych zakupów, inaczej zorganizowałabym przestrzeń. Teraz to nadrabiam, ale wielu rzeczy na razie nie zmienię, a mogłabym, gdybym wiedziała o tej metodzie wcześniej.
Miałam też taką wewnętrzną potrzebę kupowania dzieciom zabawek. Prawie wszystkich. Bo jak? Może ta zabawka jest niezbędna? Może będzie ulubioną? Może rozwinie dziecko niesamowicie, a jak nie kupię, to nie rozwinie? Dzisiaj już wiem, że to nie jest prawda. Lepiej dawać proste, bez nadmiernych bodźców dźwiękowo-świetlnych, które męczą dzieci również. Owszem, moje dziewczyny się nimi bawiły, ale nie tak często i nie tak długo, jak myślałam, że będą. A zabawki stały i zajmowały przestrzeń. I chyba to mi było zawsze najtrudniej się z nimi rozstać, bo przecież myślałam, że są takie świetne i genialne.
I tych zabawek przybywało, bo wiadomo – święta, urodziny, Dzień Dziecka, dochodziły do tego okazjonalne spotkania z rodziną, czy przyjazdy dziadków. Miejsca ubywało, pakowałam wszystko piętrowo, więc właściwie dziewczyny nie miały okazji się tymi zabawkami nawet pobawić, bo nie miały do nich dostępu. Poza tym zauważyłam, że nawet tych zabawek nie widzą – bo jest ich właśnie za dużo! Za dużo możliwości, bodźców, dlatego trudno im było się podświadomie zdecydować, więc rezygnowały całkowicie z wyboru. Sytuację tę porównuję do pójścia do księgarni lub biblioteki – wybór książek jest tak duży, że czasem rezygnowałam, jeśli szłam tak sobie – nie mogłam się zdecydować, by coś kupić lub wypożyczyć. Ale jeśli szłam tam z zarysem tematyki lub autora, wybór był prostszy, bo skupiałam się tylko na tych wyznacznikach. A dzieciom jest jeszcze trudniej, co widać, gdy się jest z nimi w markecie w alejkach zabawkowych – biegają od zabawki do zabawki. Bo wszystko ciekawe, ale na sekundę, gdyż zaraz coś innego przyciąga wzrok. A na końcu są tak zmęczone, że już nie patrzą na nic.

 

nie kupuj wszystkiego

 

Dlatego napisałam niżej o kilku kwestiach, które warto sobie przemyśleć, zanim dziecko się pojawi lub kiedy jest malutkie:

  • przemyśl, co jest Ci potrzebne, ale miej na uwadze, że każda mama ma inne doświadczenie. U jednych sprawdzi się np. łóżeczko, inna będzie spała cały czas z dzieckiem, a jeszcze inna kupi takie łóżeczko z opuszczanym bokiem, by postawić koło łóżka i mieć dziecko pod ręką cały czas,
  • jeśli uważasz, że coś Ci jest niepotrzebne – sprzedawaj lub oddawaj od razu. Rzeczy i tak będzie przybywać. Chyba, że masz gdzie trzymać te przedmioty lub planujesz w niedługim czasie kolejne dziecko,
  • opracuj system otrzymywania zabawek – jeśli dziadkowie lub inni bliscy mają potrzebę obdarowywania maleństwa, niech konsultują to z Tobą – lepiej kupić jedną lepszej jakości zabawkę, niż dziesięć mniejszych, ale kiepskich,
  • wstrzymuj się od kupowania wielu zabawek dźwiękowo-świetlnych, szczególnie, że wiele z nich nie ma regulacji głośności, co jest uciążliwe dla dziecka i całej rodziny,
  • poczytaj o dobrze zaprojektowanej przestrzeni dla dziecka – ułatwi Ci to bardzo patrzenie na Twoje mieszkanie i pokój dziecka. Od początku będziesz wiedziała, do jakiego stanu dążysz i nie będziesz zaśmiecać tej przestrzeni niepotrzebnie.
I pamiętaj jeszcze jedną rzecz: mnóstwo rzeczy możesz zrobić sama! W Internecie znajdziesz mnóstwo inspiracji, jak coś dziecku uszyć, zrobić, prostych i ładnych. Jeśli uważasz, że nie masz talentu – nie musisz! Ja też kiedyś myślałam, że to trudne i nie dla mnie, ale przełamałam się i dlatego też prowadzę tego bloga, gdzie dzielę się moimi pomysłami na zabawki dla dziecka – naprawdę proste, ale efektowne (zajrzyj np. do jednego z moich ostatnich postów, podsumowania zabawek i innych przedmiotów z okleiną w roli głównej).

Dlatego polecam Ci myśleć całościowo – o przestrzeni, o zabawkach i innych przedmiotach, które otaczają dziecko. Wybierz te, które pasują do Twojej rodziny. Nie musisz mieć wszystkiego? Bo dziecko nie potrzebuje wszystkiego! A co potrzebuje? Zobacz na filmiku:

nie kupuj wszystkiego

Kliknij tutaj: VIDEO

Zgadzasz się ze mną? Napisz mi w komentarzu!

  • Z tymi zabawkami to święta racja…

    • Ja żałuję, że doszło to do mnie tak późno, ale pocieszam się, że lepiej później niż wcale 🙂

  • Przed porodem nie zdążyłam zrobić zbyt dużych zakupów – i bardzo dobrze 😉 Większość bajerów zupełnie się nie sprawdza 😉 Podobnie zabawki – szczególnie te wydające dźwięki 🙂 Raz, że synek woli mi pomagać i używać do tego normalnych rzeczy, a nie tych wyprodukowanych specjalnie dla dzieci – w mniejszym rozmiarze i dużo wyższej cenie 😉 Przy kolejnych dzieciach będą zdecydowanie kierowała się minimalizmem i pedagogiką Montessori 🙂

    • Zgadzam się w 100%! Co prawda nie planuję kolejnego dziecka, ale już teraz co mogę, to zmieniam, bo moje dziewczynki jeszcze dość małe.

  • Cześć 🙂
    Dokładnie, moje dzieci nie muszą mieć wszystkich zabawek i powiem szczerze, że moim głównym zadaniem w czasie świąteczno-urodzinowym jest hamowanie rodziny przed zalewem mojego domu różnymi przedmiotami. Nawet ostatnio udało mi się powstrzymać jedną ciocię przed kupieniem robota-kotka na rzecz miękkiej przytulanki myszki – uff. Jeśli ma być prezent, niech przynajmniej nie będzie to skaczący, piszczący, świecący, udający zwierzę robot. Mamy żywego psa – myślę, że dzieciom to wystarczy 😀
    W ogóle pedagogika Montessori jest godna polecenia, bowiem nawet nie wiedząc, walczy z niedoborami na różnych polach integracji sensorycznej. Później również świetnie dba o rozwój większych dzieci.
    Mam znajomych, którzy prowadzą szkoły wg tej metodyki. Miałam okazję przyjrzeć się bliżej systemowi. Jestem na TAK 😀

    • Zgadzam się 🙂 Warto poznawać różne metody i wyciągać z nich to, co najlepsze dla naszych dzieci!